Marta Mizuro o "Pożegnaniu z Rosją"
Marta Mizuro, Mordowanie z duszą. Dopiski do "Pożegnania z Rosją" Tadeusza Klimowicza, "Odra" 2022, nr 12, s. 39-43.
Marta Mizuro
MORDOWANIE Z DUSZĄ
Dopiski do Pożegnania z Rosją Tadeusza Klimowicza
Rosjan jest dużo i są straszni.
Wiktor Jerofiejew, Encyklopedia duszy rosyjskiej, przełożył Andrzej de Lazari
- Rozumiem, ale nikt mi nie wmówi, że Dostojewski nie jest wielki - oświadczyła dama z pieskiem, którą w marcu spotkałam w parku. Przerwałam bieg, by pogłaskać pieska, a przy okazji wymienić się ze starszą panią uwagami o strasznych czasach. - Oczywiście - powiedziałam - ale może akurat teraz warto sięgnąć na przykład po literaturę duńską.
Nie drążyła tematu, więc nie podzieliłam się z nią zachwytem odkrywaną właśnie Tove Ditlevsen, w duchu przyznałam jednak, że jak wszyscy miłośnicy kultury mam coraz większy problem z tym, co stworzyli Rosjanie.
39
Ów problem po dziewięciu miesiącach wojny naturalnie nie minął, ale z pewnością nie da się go porównać z problemem od ponad dwóch dekad dręczącym ludzi, którzy są może nie tyle bezgranicznie zakochani w tej kulturze, ile szczerze nią zafascynowani, więc na jej zgłębianie oraz przybliżanie innym poświęcili życie. Takich jak wrocławski rusycysta profesor Tadeusz Klimowicz.
Urodzony w 1950 roku, do 2020 roku zawodowo związany z Uniwersytetem Wrocławskim, autor w sumie ośmiu książek. Od lat współpracujący z naszym miesięcznikiem i od dawna sygnalizujący, że coraz gorzej dzieje się w imperium. Ale wciąż wstrzymujący się przed tym, by postawić znak równości pomiędzy takimi synami rosyjskiej ziemi jak Bułhakow, Płatonow czy Wysocki, a tymi, którzy „za wszystko wdzięczni są Władymirowi Władymirowiczowi”. Zachowujący odrobinę wiary jak wszyscy, którzy na rosyjskiej mentalności znają się słabiej i odliczają dni do momentu, kiedy poddani Putina zaczną fikać niczym feministki z „Pussy Riot” (wciąż zresztą aktywne) lub przynajmniej okażą litość Ukraińcom. Dziś już wiadomo, że nie można na to liczyć.
Zbiór esejów Pożegnanie z Rosją (Wydawnictwo Paśny Buriat, Kielce 2022) nie stanowi osobistego rozliczenia, ale zbiera argumenty uzasadniające globalne rozliczenie z narodem, który właśnie po raz enty pokazał, że nie chce wcielić w życie zachodnich standardów: ani demokratycznych, ani moralnych. Że - jak pisał Wiktor Jerofiejew w Encyklopedii duszy rosyjskiej - Rosjanie nie wiedzą, czym jest „norma”. Widzą, że inni żyją inaczej, ale im to nie wychodzi. Mijają lata - nie wychodzi. Niemcom wychodzi, wychodzi Japończykom. Po co tutaj? I wszyscy nie tyle się cieszą, co specjalnie nie niepokoją...
Akurat Jerofiejewowi, który zresztą wyjechał z Rosji w lutym tego roku, owe standardy są bliskie, przywołuję go tu zatem jako jed-
nego z trojga wywodzących się z imperium przewodników po tym kraju i znawców jego mieszkańców. Choć w cytowanej tu książce stwierdza, że Rosji nie da się opisać, tam urodzeni dają z tym sobie radę lepiej od zawodowych podróżników czy filologów.
Sam Klimowicz przyznaje natomiast, że wiarę w możliwość zmian mentalnych utracił w grudniu 1999 roku, gdy proeuropejski prezydent Borys Jelcyn ustąpił na rzecz Władimira Putina.
RÓWNIA POCHYŁA
Pożegnanie z Rosją jest poświęcone właśnie temu, jak po kilkuletniej zmianie kursu na prozachodni imperium wraca do siebie. Dużym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że do stanu, w jakim było w czasach stalinowskich czy breżniewowskich, bo zmienił się model gospodarki, ale z pewnością cofa się do epoki ZSRR, jeśli chodzi o kult wodza i przestrzeganie narzuconych przez niego wzorów moralności. Także jeśli chodzi o cenzurę, walkę z wrogami klasowymi i zdrajcami czy propagandowe pranie mózgu. Nie ma tu sensu streszczać tego, co klarownie wyłusz- czył Tadeusz Klimowicz w swoich esejach, warto jednak podkreślić, że choć opierające się na ogromnej wiedzy, eseje te mają charakter popularyzatorski, a nie naukowy, są więc równie przystępne w lekturze jak poświęcone Rosji książki Krystyny Kurczab-Redlich czy Jędrzeja Morawieckiego.
Śledząc tę drogę, po pierwsze łapiemy się na podobieństwie zabiegów Putina do tego, co w Polsce funduje obywatelom obecna władza. Te, rażące dziś w dwójnasób, podobieństwa są oczywiście sygnalizowane nie od dziś, ale dopiero zapoznanie się choćby z tym, jak Rosja promuje „jedną jedyną cerkiew” czy reguluje politykę historyczną, przyprawia o dreszcze. Wiele z tych zbieżności skrupulatnie wyliczył w swoim szkicu Maciej Dymkowski, dlatego poprzestanę na stwierdzeniu, że można opowieść zawartą w Pożegnaniu z Rosją prześledzić i pod tym kątem.
WCZORAJ - ANNA DEMASKUJE
Po drugie, tu już mogę wypowiadać się tylko we własnym imieniu, czytając książkę Klimowicza, przypomniałam sobie moment, kiedy sama zwątpiłam w możliwość zmian. To był rok 2006 i zabójstwo Aleksandra Litwinienki, zbuntowanego pułkownika KGB. Zmarł on półtora miesiąca po również zamordowanej dziennikarce opozycyjnej Annie Politkowskiej, a oboje zdążyli wystąpić wcześniej w Buncie, filmie dokumentalnym Andrieja Niekrasowa poświęconym Litwinience (swoją drogą, że dorzucę w stylu Klimowicza, Niekrasow, nick na Twitterze: @antiputinismus, ostatni wpis: 23 lutego). Zanim sięgnęłam po książki Politkowskiej, takie jak Rosja Putina (Warszawa 2005), Udręczona Rosja. Dziennik buntu (Warszawa 2007) oraz Tylko prawda (Warszawa 2011), zapamiętałam nie tyle jej konkretną wypowiedź z Buntu, ile jej zdruzgotanie obojętnością rodaków. Być może chodziło o to, co odszukałam w napisanej w 2004 roku Rosji Putina i co dowodzi, że dzisiejsze zachowanie Rosjan nie powinno być dla nikogo niespodzianką:
Tak się przedstawia nasza dzisiejsza rosyjska ideologia - ideologia Putina. I nie ma ucieczki od prawdy, że po raz pierwszy wypróbowano ją w Czeczenii. Dokładnie w czasie gdy Putin wstępował na kremlowski tron, przy odgłosach bombardowań na początku drugiej wojny czeczeńskiej, społeczeństwo rosyjskie po raz pierwszy popełniło tragiczną, całkowicie amoralną pomyłkę, z racji swojej tradycyjnej niechęci do logicznego myślenia. Społeczeństwo nasze zignorowało to, co się naprawdę działo w Czeczenii - fakt, że podczas tamtych bombardowań nie zbombardowano obozów terrorystów, lecz miasta i wioski, i że zginęły tam setki niewinnych ludzi. (...) Rosyjskie społeczeństwo zachowało niemal zupełny spokój przez trzy lata. Ogromna większość milcząco godziła się na takie zachowanie w Czeczenii, zarazem ignorując tych, którzy przewidywali, że ta mara zacznie ich z powrotem nawiedzać, bowiem władza, której uchodzi na sucho takie postępowanie w jednej części kraju z pewnością na tym nie poprzestanie (...) Zepsute społeczeństwo chce dla siebie komfortu i spokoju, i nie dba o koszty, nawet jeśli jest nimi życie innych ludzi. Ludzie uciekają od tragedii na Dubrowce i wolą wierzyć państwowej maszynie do prania mózgów, niż widzieć rzeczywistość taką, jaka jest. (Nord-Ost, czyli najnowsza opowieść o zniszczeniu, przełożył Tristan Korecki)
■ DZIŚ - WIACZESŁAW PRZEDSTAWIA
Dwudziestodziewięcioletni youtuber Wiaczesław Zarutskij wyjechał z Rosji jakiś czas przed rozpoczęciem wojny, najpierw do Francji, a potem do Polski. Otrzymał wizę, mieszka w Gdańsku i prowadzi kanał (https://www. youtube. com/c/ViacheslavZarutskii), który subskrybuje blisko 150 tysięcy osób. Od trzech miesięcy Wiaczesław, wspomagając się techniką i znajomością alfabetu łacińskiego, używa języka polskiego, także w napisach, które są niezwykle istotną częścią przekazu, bo na kanale zobaczyć można świeżutkie, unikatowe, zrealizowane przez Rosjan materiały filmowe z różnych zakątków Rosji: od Kaliningradu po miejscowość Bajkał. Dzięki nim można dowiedzieć się m.in., dlaczego Buriaci kradną ukraińskie pralki, jak się żyje w najbiedniejszym, a jak w najbardziej śmierdzącym mieście Rosji lub też czym jest „Putin Jugend”. Youtuber komentuje też bieżące wydarzenia, w stylu reakcji Rosjan na mobilizację i na zniszczenie Mostu Krymskiego, oczywiście dementując propagandowe kłamstwa. Ale ten kanał to przede wszystkim bezcenne źródło wiedzy na temat poddanych Putina, którzy wypowiadają się w prezentowanych na kanale sondach. Swoją drogą, charakterystyczne jest, że ci, którzy nie myślą po linii i na bazie, przed kamerą zaznaczają, iż nie chcą się wypowiadać. Widać jednak doskonale, że tacy jak oni i sam Wiaczesław stanowią mniejszość. Zarutskij przy tym stał się czarną owcą i dla swojej rodziny - jego poglądy wspiera jedynie młodszy brat, który również uciekł, ale dopiero wtedy, gdy zawisła nad nim groźba mobilizacji.
Jeden z filmów, który najmocniej związany jest z rosyjską mentalnością, wyemitowany został 6 listopada bieżącego roku i nosi tytuł Dlaczego Zachód jest zazdrosny o Rosję? Pytanie pokazanej w nim sondy, niekoniecznie zrealizowanej przez prawowierne medium, brzmi konkretnie: Czego Zachód nam zazdrości? Już pierwszy pokazany przez Zarutskiego respondent odpowiada bez wahania: Zachód jest zazdrosny o nasze dusze i nasze duchowe bogactwo... Rosyjska dusza ma tolerować państwo znęcające się nad ludźmi. Jak można czegoś takiego zazdrościć?! - ironizuje Wiaczesław, którego kanał naturalnie rekomenduję jako znakomite uzupełnienie książki Klimowicza. Polecam go niekoniecznie dlatego, że autor jest już w pełni „nasz”, co uwidacznia się choćby w materiale poświęconym Czeczeńcom. Z drugiej strony, w materiale tym „nasz człowiek, który uciekł z Rosji” nie pomija wątku samokrytyki składanej przez tych obywateli zreformowanej przez wojska Putina Czeczenii, którzy ośmielają się kpić z Kadyrowa juniora. I nie ironizuje, wspominając przypadek czeczeńskiego chłopaka zamęczonego na śmierć, mimo że i on ukorzył się przed władzą. Za późno.
■ AWARIA SIECI PRZY OBIEDZIE
Jeśli już opisałam youtubera, który swoją działalność rozpoczął jeszcze w kraju, to roz- wieję parę złudzeń na temat tego, jak to jest z dostępem Rosjan do sieci. W tym celu przypomnę, że tuż po wybuchu wojny, która jak szybko się okazało, w Rosji nazwana została operacją specjalną, globalna grupa aktywistów Anonymous zainicjowała akcję polegającą na oświecaniu Rosjan przy pomocy opinii, jakie umieścić można w przeglądarce Google. Cały świat, w tym i ja, rzucił się do wyszukiwania rosyjskich restauracji, głównie w Moskwie oraz Petersburgu, i informowania w opiniach o nich, do czego naprawdę doszło w Ukrainie. Nikt nie wie, skąd wywodzą się członkowie Anonymous (ani gdzie właściwie przyczaili się już od dobrych paru miesięcy), można się jednak domyślać, że ze świata, w którym ludzie są dla siebie zasadniczo mili. Zachęcając do akcji, informowali bowiem, by przy okazji nie psuć opinii o tych restauracjach.
Cała ta, uroczo naiwna, jeśli na to spojrzeć z perspektywy czasu, akcja wynikała i z poczucia, że należy coś zrobić, najlepiej nie wychodząc z domu, i z przeświadczenia, że Rosjanie naprawdę nie mają pojęcia, co się dzieje, tak są zaczadzeni propagandą. To akurat prawda, ale i nieprawdą jest, że nie mają dostępu do alternatywnych źródeł wiedzy, choć zaraz po napaści rosyjska władza rozprawiła się z oficjalnymi mediami nastawionymi opozycyjnie, np. telewizją „Deszcz”. Opowiadając o mocnych stronach Rosji, Zarutskij jako jedną z najważniejszych wskazuje doskonały, szybki i bardzo tani internet. Z którego to internetu wciąż korzystają w sposób nieograniczony, sądząc na przykład po aktualnej zawartości Instagrama Jewgienija Pluszczenki, byłego mistrza olimpijskiego w łyżwiarstwie, który wiosną wsławił się organizacją wielkiej gali na cześć Władimira Władimirowicza i jego poczynań. Już chyba każdy jeden Anonymous pojął, że Rosjanie są doskonale zorientowani w temacie. I że tylko dla spokoju sumienia co poniektórzy konfrontują sieciowe fake newsy z tym, co przekazuje państwowa telewizja, po czym dają jej wiarę. Przynajmniej tak gremialnie deklarują przed kamerą, nie ze strachem w oczach, lecz z niezachwianą pewnością i w tonie politowania dla tych, którzy sądzą inaczej.
■ DUSZA BEZ DEFINICJI
Mityczna „rosyjska dusza” pojawia się nie tylko we wspomnianych wyżej wypowiedziach sondażowych, ale różnych innych. Czym jednak właściwie jest? Jak można by sądzić z całej poświęconej jej Encyklopedii... Jerofiejewa, nieograniczonym zespołem cech, które niekiedy wzajemnie się wykluczają, przy czym konglomeratu tego i poświęconego mu „opracowania” nie powinno się oczywiście traktować w kategoriach naukowych.
Inną odpowiedź na to pytanie podsuwa mi Tadeusz Klimowicz, cytując Iwana Iljina, filozofa o poglądach faszystowskich, który - cóż za niespodzianka - stał się idolem Putina, przede wszystkim jako zwolennik siłowego zwalczania zła. Tak czy inaczej, w 1951 roku Iljin w kilku zdaniach ujął coś, co uznałabym za bliskie pożądanej tu definicji, choć sam autor Pożegnania z Rosją posługuje się tym fragmentem, by zilustrować uwagi o rosyjskiej wolności: Człowiek rosyjski z samej natury jest człowiekiem wolnym. Jego wolność przejawia się w tej organicznej naturalności i prostocie, w tej improwizatorskiej lekkości i bezpośredniości, która odróżnia wschodniego Słowianina od narodów zachodnich w ogóle i nawet od niektórych Słowian z Zachodu. Wolność wyraża się we wszystkim: w powolnej płynności i śpiewności mowy rosyjskiej, w rosyjskim sposobie poruszania się, w rosyjskim ubiorze i tańcu, w rosyjskich potrawach i w rosyjskich obyczajach. Rosjanie żyli i wzrastali na bezkresnych przestrzeniach i do nieograniczoności dążyli. Nie wiem, na czym polega wolność jakiejkolwiek potrawy poza potrawką jednogarnkową, ale łatwo mi wyobrazić sobie filmik, w którym wyliczanka ta zostaje zobrazowana i ładnie podkolorowana. Jasne, że całość trąci kiczem, ale przez wiele lat rozczulał nas jak niebieskooki kotek. Nie prowadząc choćby do wniosku, że ten rodzaj duszy nie jest ani opozycją dla rozumu, ani równoważnikiem serca, bo znęcanie się nad ludźmi nie ma przecież nic wspólnego z kierowaniem się sercem właśnie.
Przedstawiony tu styl bycia można jednak zestawić z czymś innym, a mianowicie ze sceną powrotu do ojczyzny opozycjonisty Aleksieja Nawalnego utrwaloną w filmie dokumentalnym Daniela Rohera (Nawalny, premiera 25.01.2022, można go obejrzeć m.in na platformie HBO Max i VOD). Uratowany przez niemieckich lekarzy po próbie otrucia przez rosyjską bezpiekę, prawnik i publicysta wraca na ojczyzny łono, jakby nie tracąc wiary w cud, że nic mu się nie stanie, bo jego powrót śledzi przecież niezliczona rzesza internautów z całego świata. Zwłaszcza po zamachu na jego życie ma to w sobie sporo z „improwizatorskiej lekkości”. Naczelny dziś opozycjonista Rosji, rzecz jasna siedzący obecnie w więzieniu, okazał się nieodrodnym synem swojej ojczyzny także wtedy, gdy przed laty poparł aneksję Krymu, co w swojej książce przypomina profesor Klimowicz. Kolejny dowód, że nie da się stworzyć instrukcji obsługi tej nacji.
■ ROSJANIN JEST ZWIERZĘCIEM CZTERONOSYM
Oczywiście w dziele analizującym mityczny twór, który był przedmiotem mojej krótkiej refleksji i z którego pochodzi zacytowana wyżej klasyfikacja gatunkowa Rosjanina, czyli Encyklopedii duszy rosyjskiej Jerofiejewa, odmalowana została ona tak, że powoduje przygnębienie u czytelnika. W parze z nim idzie jednak także dyskretnie okazywane przez autora współczucie dla „Szarych” i „Dziewczyn z Zębami”, bo tak pisarz nazywa swoich rodaków. Dziś jak nigdy wcześniej trudno je w sobie wskrzesić - pożegnanie z Rosją jest pożegnaniem i ze złudzeniami, i właśnie ze współczuciem wobec Rosjan. No chyba że to współczucie będzie mocno podszyte Schadenfreude. A to dlatego, cytując raz jeszcze autora Pożegnania z Rosją, że:
[Rosja] to nie jest i nigdy nie był demokratyczny kraj przyjazny dla wolnych umysłów, akceptujący inność, lecz zawsze autorytarny (niekiedy totalitarny), zniewalający umysły, nie tolerujący najczęściej każdej odmienności (politycznej, obyczajowej, artystycznej).
Marta Mizuro
Komentarze
Prześlij komentarz