Każdemu wolno pisać...
Ta recenzja została przyjęta do druku w "Przeglądzie Rusycystycznym".
Każdemu wolno pisać…
Alice Lugen, ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, 312 stron; Alice Lugen, Imperium gniewu. Paradoksy putinowskiej Rosji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026, 302 strony.
Odwieczny dylemat krytyka literackiego: czy przed wyrażeniem opinii o książce należy ją przeczytać. Takich wątpliwości nie miał ani Sydney Smith: „Nigdy nie czytam książki przed jej recenzją – bo to zbytnio człowieka uprzedza”, ani Oscar Wilde: „Nigdy nie czytam książki, którą muszę recenzować, bo to bardzo mnie uprzedza”. Ja też nie mam. Jestem niestety małostkowy i niekoniecznie bonmotowy, więc czytam. Ostatnio dwie autorstwa Alice Lugen: ZATO i Imperium gniewu.
Na początku lat 90. (ubiegłego wieku, ma się rozumieć) w popkulturze szukano odpowiedzi na pytanie: „Kto zabił Laurę Palmer?”. Po niemal czterdziestu latach wypiera je najwyraźniej inne: „Kim jest Alice Lugen?”
Biogram zamieszczony na skrzydełku książki ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji został wielokrotnie powielony w internecie: „Alice Lugen (ur. 1983) – dziennikarka śledcza zainteresowana problemami współczesnej Rosji, historią Związku Radzieckiego i zimnej wojny. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej. Niezależna publicystka, okazjonalnie tłumaczka. Pisze pod pseudonimem. Pracowała jako autorka tekstów przemówień i wystąpień publicznych. Jako ghostwriterka napisała dwadzieścia sześć książek, głównie wspomnień i biografii. Jako samodzielna autorka zadebiutowała książką Tragedia na przełęczy Diatłowa”.
Potraktujmy tę informację serio. Optymistycznie zakładam, że studia (razy dwa!) ta osoba ukończyła około roku 2007. Kilka lat musiało jej zająć zdobycie odpowiedniej pozycji rynkowej i wyrobienie sobie nazwiska w świecie ghostwriterów. Do niedawna udział pisarza-widma w procesie pisania był wstydliwie ukrywany, dziś ci najlepiej rozpoznawalni (np. J.R. Moehringer – twórca autobiografii Agassiego Open) cieszą się powszechnym uznaniem i wzięciem na rynku usług okołoliterackich. Nieoceniona AI donosi: „Napisanie i przygotowanie do druku autobiografii przez ghostwritera zajmuje najczęściej od 3 do 9 miesięcy. Czas ten zależy głównie od objętości książki, częstotliwości spotkań z bohaterem oraz stopnia uporządkowania materiałów wyjściowych”.
A zatem na trzynasto-, czternastoletni dorobek bohaterki biogramu składa się 29 książek (w tym trzech czasochłonnych – nazwijmy je roboczo - popularno-naukowych). Wprawdzie Daria Doncowa wydaje rocznie 10-12 powieści (pomijam milczeniem powszechne przekonanie, że sygnuje ona swoim nazwiskiem produkt, na który składa się praca ekipy ghostwriterów), to jednak publikowanie średnio dwóch pozycji rocznie też robi wrażenie.
Przy tej okazji nie wiedzieć dlaczego, tak zupełnie na marginesie, dopadła mnie niczym Gorkiego bluźniercza „myśl nie na czasie” (chociaż z czasem związana): w jakim stopniu wsparcie sztucznej inteligencji wpływa na proces powstawania książki w – tu posłużę się ulubionym wyrażeniem autorki - try miga („W Związku Radzieckim z wszelkimi pytaniami zwracano się do oficerów KGB, gdyż byli znakomicie poinformowani i znajdowali wszystko w try miga”, Z, 140; „Chodorkowski w try miga narobił sobie wrogów”, Z, 213; „Pod rządami Stalina […] w try miga trafiłby do łagru […]”, I, 14). Na przykład proces gromadzenia materiału do ZATO trwał nie lata, nie miesiące, nie tygodnie, a (całe?) dwa dni na co wskazują powtarzające się daty dostępu: 20.12.2024 i 1.05.2025 (w Imperium jest już inaczej, mieszczą się one w przedziale między 23 września 2025 r., a 17 stycznia 2026 r.).
Na poziomie elementarnym w tych dwóch recenzowanych przeze mnie książkach merytorycznie raczej wszystko się zgadza: jest państwo zwane Federacją Rosyjską, którego stolica nazywa się Moskwa, a prezydent – Putin. Jak się okazuje, posiada on „[…] dokładną mapę swojego kraju oraz corocznie aktualizowane dane statystyczne. Można dyskutować o ich jakości, niemniej istnieją. O takim luksusie wielu wczesniejszych władców imperium mogło co najwyżej pomarzyć. Carska Rosja dokładała wielu starań, aby ustalić choćby podstawowe fakty. Popularność zyskały ekspedycje organizowane przez towarzystwa geograficzne. Badacze przedzierali się przez dzikie ostępy ogromnego terytorium najczęściej pieszo lub konno. Mierzyli czas, szkicowali mapy. Ich wyprawy były bardzo niebezpieczne. Wielu śmiałków zginęło. A to przez niedźwiedzia, a to przez tygrysa syberyjskiego. Niektórzy pochorowali się, pobłądzili lub zmarli od mrozu” (I, 198-199). To naprawdę duży kraj z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Na szczęście Alice Lugen do nich nie należy: „Mało kto odważy się powiedzieć: «Znam się na Rosji». W tym kraju nic nie jest proste. Nawet pozornie banalne pytanie wymaga zawiłych odpowiedzi. Na przykład: która godzina? To zależy, gdzie się znajdujemy. Rosja rozciąga się bowiem na jedenaście stref czasowych. Kiedy w Moskwie strzelają korki od noworocznego sampan, mieszkańcy Kamczastki smacznie śpią po sylwestrowej zabawie. Ich zegary wskazują już dziewiątą rano” (I, 197).
Ta wiedza została podana w gustownym opakowaniu stylistycznym i autorka „odpowiednie dała rzeczy słowo”: „Za tajnymi płotami pozostały artefakty, które niefachowo, choć obrazowo, można scharakteryzowac za pomocą frazeologizmu: ni to pies, ni to bies” (Z, 164), „W 2021 roku Mieżgorje odwiedził Radij Chabinow, głowa Republiki Baszkorstanu” (Z, 263, rusycyzm, глава – przywódca BASZKORTOSTANU; „[…] zaczął być nazywany głową […] republiki”, I, 198), Korolow (dla niewtajemniczonych jest wyjaśnienie: „zwany ojcem radzieckiej kosmonautyki”) „[…] płynnie przeszedł z odsiadywania kary za współtworzenie antypaństwowej organizacji dywersyjnej do projektowania samolotów, a następnie rakiet i statków kosmicznych” (Z, 31), „Wojsko kręciło nosem na wszelkie amnestie […]” (Z, 49), „dom z wielkich paneli” (ewidentny rusycyzm: „панельный дом”, Z, 49), „Morozow tego nie wytrzymał i strzelił do siebie ze skutkiem śmiertelnym” (I, 196).
Amatorom nieoczywistych wrażeń polecam również w obu książkach Wybraną literaturę i Przypisy końcowe. W bibliografii ciągnącej się, jak Kolej Transsyberyjska (Z – 266 pozycji, I – 318; mogłem się pomylić o jedną czy dwie) znalazły się niemal wyłącznie publikacje rosyjskojęzyczne (poza tym nieco anglojęzycznych i bodaj tylko dwie wydane w Polsce, przekłady zresztą, m.in. Wspomnienia Sacharowa). Nie oparłem się pokusie przyjrzenia się jej bliżej.
Pamiętając o obowiązującej wciąż definicji tego pojęcia („Bibliografię w pracy naukowej tworzy się poprzez zebranie i uporządkowanie pełnych opisów wszystkich wykorzystanych źródeł według ustalonych zasad”), zakładamy, że w sporządzonym wykazie powinny się znaleźć jedynie prace przeczytane (albo przynajmniej przejrzane) przez autorkę. Niestety, wszystko wskazuje na to, że Lugen o tej zasadzie nie pamięta, albo nie chce pamiętać.
Na przykład w Wybranej literaturze w ZATO znalazł się artykuł M. Fonotowa Gorod sriedi gor, „Czelabinskij raboczij”, 1.04.1999. Brak adresu internetowego sugeruje, że autorka miała bezpośredni dostęp do publikacji papierowej. Zapytałem AI o możliwość dotarcia do tego egzotycznego tytułu. Jej odpowiedź nie pozostawiła żadnych złudzeń:
„Полнотекстовые архивы отдельных номеров газеты «Челябинский рабочий» за 1999 год не находятся в открытом цифровом доступе в интернете. Если вам необходимо найти точное название или полный текст этой статьи, ознакомиться с ней можно следующими способами:
1. В Челябинской областной универсальной научной библиотеке (ЧОУНБ). В её краеведческом отделе хранятся как физические подшивки, так и оцифрованные каталоги статей М. С. Фонотова.
2. В Объединенном государственном архиве Челябинской области (ОГАЧО), где на постоянном хранении находятся фонды редакции газеты”.
Domyślam się, że ta fascynująca skądinąd kwerenda biblioteczna pani Lugen w Czelabińsku do tanich nie należała.
Podobnie odbieram obecność wielu innych tytułów zamieszczonych w Wybranej literaturze obu książek. Dochodzi przy tej okazji do kolejnych kuriozalnych sytuacji. Jest więc na przykład w Imperium adres bibliograficzny artykułu odsyłający jedynie do wersji papierowej (nb. akurat ten tekst jest zamieszczony także w internecie): Aleksiejewa Ł. (poprawnie: L, jak Lilija), Majorowa S., Dietierminany korrupcyi w Rossii, „Fiłosofija prawa” 2024, № 3 (I, 263), a jednocześnie autorka na wcześniejszej stronie poinformowała: „Od 2022 nie jeżdżę do Rosji i na Białoruś” (I, 261).
Dla mnie oznacza to, że albo Lugen dysponuje rozsianą po Rosji armią ghostwriterów wykonujących za nią czarną robotę, albo korzysta z usług AI, albo, że jej obszerna, porażająca bibliografia (Rosjanie mówią w takich sytuacjach, że ktoś „давит интеллектом”) została – jakiego by tu eleganckiego określenia użyć? – zapożyczona (skopiowana) z jednej czy kilku publikacji rosyjskich.
Wychodzi na to, że po Wielkiej Improwizacji pojawiła się Wielka Mistyfikacja. A uwaga umieszczona przed Przypisami końcowymi w tym przypadku nie tłumaczy i nie usprawiedliwia autorki: „Polskie służby blokują niektóre rosyjskiej serwisy powielające propagandę lub mogące stanowić inne zagrożenie dla polskich uzytkowników. […]. Po 2022 roku rosyjski rząd zaostrzył cenzurę internetu, a Roskomnadzor blokuje lub zamyka wiele serwisów z dnia na dzień. Sytuacja jest dynamiczne, dlatego autorka i wydawca nie mogą wziąć odpowiedzialności za ewentualny brak dostępu do któregoś z podanych źródeł. Przepraszamy” (I, 281; Z, 293).
To zapewne brak kompetentnego recenzenta wydawniczego sprawił, że Imperium zostało zaopatrzone w bezsensowny podtytuł: Paradoksy putinowskiej Rosji. Jakoś nie dostrzegam niczego „absurdalnego, nielogicznego, kuriozalnego, osobliwego, niedorzecznego” w Putistanie. Dla mnie jest wszystko tam tak, jak być powinno w porządnym kraju zmierzającym od autorytaryzmu do totalitaryzmu. Czyli po bożemu. Nawet autorka to zauważyła pisząc o zaanektowanym Krymie: „Rosyjskich mieszkańców wyróżnia ogromny patriotyzm” (I, 193).
Z kolei niestarannej korekcie zawdzięczamy parę odkryć i co nieco literówek: niezależny przez pewien czas kanał telewizyjny NTW / NTV (НТВ) w Imperium funkcjonuje jako MTV (I, 17); okazuje się, że typowym daniem kuchni rosyjskiej są knedle (Z, 21); A. Doronin – autor funkcjonujący w kręgu literatury SF – został zamieniony w A. Doronżyna (Z, 283); nie „ruble”, a „rublej” (Z, 282); nie „wojnu”, a „woinu” (Z, 290); nie „Osnowy biezopasnosti żyzniebiejatielnosti”, a „Osnowy biezopasnosti żyzniediejatielnosti” (I, 173), itd.
Kto jest adresatem książek Lugen? Nie wiem. Natomiast wzruszony zauważyłem, że znalazłem się w gronie adresatów jej Podziękowania: „Serdecznie dziękuję osobom, które czytają moje książki, recenzują je, polecają innym. To milsze od najpiękniejszego prezentu. Myślę o Państwu z ogromną wdzięcznością i sympatią” (I, 261).
Z należytą powagą przeczytałem również ostrzeżenie: „W tym rozdziale [9. Propaganda i dezinformacja – T.K] zostaną zacytowane przykłady rosyjskich materiałów propagandowych i dezinformacyjnych, zawierających treści niezgodne z prawdą, prowokacyjnych, a niekiedy także nacechowanych agresją i brutalnością. Zakres oraz charakter powyższych [proponuję: poniższych – T.K.] materiałów mogą być trudne w odbiorze i wywoływać niepokój, zwłaszcza u osób, które po raz spotykają się z tym zjawiskiem” (I, 141, identyczny tekst na s. 158). Przyznaję, grozą powiało, ale umiarkowaną, a niepokój to mi towarzyszył w czasie lektury wszystkich rozdziałów i niekoniecznie dotyczył rosyjskiej „propagandy i dezinformacji”.
Nie wiem oczywiście, kim jest Alice Lugen i nie jestem tego ciekaw, ale wiem, że powinna (ona / on / ono / oni) dla własnego dobra porzucić pisanie książek o Rosji i znaleźć jakieś nowe, bardziej odpowiednie dla siebie i mniej szkodliwe dla potencjalnych czytelników hobby.
Tadeusz Klimowicz
ORCID: 0000-0003-2453-5299
BLOG: Russia with(out) Love

Komentarze
Prześlij komentarz